Zacznę może od najgorszego. Okazało się że Filip ma zapalenie oskrzeli i to dość poważne.
Pediatra stwierdził że leczenie doustne nie pomoże i dostaliśmy zastrzyki.
DWA razy dziennie przez tydzień..
Ja nie rozumiem za jakie grzechy to moje małe biedactwo musi tak cierpieć. Jak nie zęby to oskrzela.
Albo i zęby i oskrzela bo wyszła Mu dziś druga górna jedynka.
Zastrzyki znosi dzielnie a są niesamowicie bolesne - szybko się uspakaja ale poza tym płacze tak rzewnie
że mam ochotę wyć razem z Nim.
Przez większość dnia jest smutny i marudny ale zdarza Mu się uśmiechnąć np. podczas usypiania :)
Oczywiście na rękach u mamy bo o żadnym stanowczym zasypianiu w łóżeczku nie ma mowy.
Sama na to nie pozwolę bo bo bo nie. Ot taka ze mnie mało stanowcza mama.
Poza tym niechętny zbytnio na zabawę pól dnia spędza u mnie na rękach.
Chwilkę się zajmie klockami, chwilkę poczytamy bajki
(muszę dokupić trochę bardziej treściwych lektur bo te
'mały kotek, mały piesek, mała krówka, małe gąski' znam już na pamieć)
Ewentualnie oglądamy bajki na laptopie oczywiście przytuleni do siebie
.. i to Mu odpowiada